Wojna oczami chirurga. Co zobaczył Hans Killian na froncie wschodnim?

Wojna oczami chirurga. Co zobaczył Hans Killian na froncie wschodnim?

Napaść III Rzeszy na Związek Radziecki była największą operacją militarną w historii nowożytnej Europy. Niemcy zmobilizowały ponad trzy miliony żołnierzy, wspieranych przez około 3500 czołgów i niemal tyle samo samolotów. Linia frontu ciągnęła się od Bałtyku po Morze Czarne, a na tym ogromnym obszarze rozgrywały się zarówno bezwzględne bitwy, jak i bezprecedensowe zbrodnie przeciwko ludności cywilnej. W piekle frontu wschodniego znaleźli się także ludzie, którzy mimo wszechobecnej śmierci starali się nieść pomoc rannym.

Thumbnail

Część z nich przeżyła i po wojnie przekazała kolejnym pokoleniom wstrząsające relacje. Jednym z nich był niemiecki chirurg Hans Killian, którego wspomnienia rzucają światło na mniej znane oblicze wojny. 22 czerwca 1941 roku ponad trzy miliony żołnierzy III Rzeszy i jej sojuszników rozpoczęło wojnę przeciwko komunistycznemu imperium Józefa Stalina. Operacja, którą Hitler zamierzał zakończyć w ciągu kilku tygodni, przerodziła się w wieloletnią wojnę unicestwienia.

Początkowo wszystko wskazywało jednak na sukces niemieckiego blitzkriegu – czołgi Wehrmachtu parły przez sowieckie pola, a pierwsze tygodnie walk przyniosły Niemcom ogromne sukcesy. Całe jednostki Armii Czerwonej znikały z map, a setki tysięcy żołnierzy trafiało do niewoli, często bez żadnej nadziei na przeżycie. Killian, wysłany na front na początku operacji, tak opisywał pochód jeńców: „Stado – nie ma lepszego słowa – dwadzieścia tysięcy ludzi z ostatniego okrążenia. Ziemisto-brązowa ludzka masa zbliża się do nas wąską drogą między brzozami i olszami.

Jeńcy maszerują dwa kilometry na godzinę, milczący i oszołomieni, bezwolni jak zwierzęta”. Los sowieckich jeńców wojennych był w większości przypadków tragiczny. Pozbawieni ochrony konwencji genewskiej, masowo umierali z głodu, chorób i wyczerpania w obozach jenieckich i koncentracyjnych. Byli ofiarami niezwykle brutalnego systemu, w którym ludzkie życie nie miało żadnej wartości.

To właśnie oni, wraz z Polakami, stali się ofiarami pierwszego masowego mordu przy użyciu Cyklonu B w KL Auschwitz. Wojna niemiecko-sowiecka nie była jednak tylko konfrontacją militarną, ale także realizacją masowej eksterminacji na okupowanych terenach. Za regularnymi oddziałami wojska podążały Einsatzgruppen – oddziały specjalne liczące około 3500 ludzi, których głównymi ofiarami byli Żydzi. Szacuje się, że do końca 1941 roku na froncie wschodnim zamordowano ponad pół miliona Żydów.

Taka skala zbrodni nie byłaby możliwa bez pomocy miejscowej ludności, wśród której główną rolę odegrali Ukraińcy. Wielowiekowe uprzedzenia i stereotypy przerodziły się w niepohamowaną nienawiść, przyczyniając się do śmierci setek tysięcy mężczyzn, kobiet i dzieci. Skala okazała się zbyt wielka nawet dla decydentów III Rzeszy, którzy postanowili przeprowadzić dalsze ludobójstwo w bardziej „sterylnych” warunkach, jakie miały zapewnić nowoczesne obozy zagłady. Jesienią 1941 roku niemiecka machina wojenna zaczęła jednak tracić impet.

W grudniu front zatrzymał się pod Moskwą. Na niekorzyść Niemiec zaczęły działać czynniki geopolityczne – Japonia ostatecznie zrezygnowała z ataku na Związek Radziecki, co pozwoliło Stalinowi przerzucić na front europejski dobrze wyszkolone dywizje syberyjskie. W grudniu 1941 roku Tokio zaatakowało amerykańską bazę w Pearl Harbor, a Berlin, wierny sojusznik Japonii, wypowiedział wojnę Stanom Zjednoczonym. Killian nie szczędził gorzkich słów o trudnej sytuacji armii niemieckiej i problemach szpitali polowych: „Na froncie sytuacja wygląda ponuro; sowiecka artyleria nieustannie ostrzeliwuje nasze bardzo cienkie, pełne luk linie.

Niektóre dywizje utrzymują odcinki długości sześćdziesięciu, nawet osiemdziesięciu kilometrów. Nasz szpital w Mołwoticach jest w krytycznej sytuacji z powodu przepełnienia i bliskości frontu”. Mimo początkowych sukcesów Berlin już wtedy zmagał się z problemami zaopatrzeniowymi. Z powodu wymogów blitzkriegu przed ofensywą nakazano pozostawienie na tyłach całego cięższego sprzętu, w tym aparatów rentgenowskich.

„W wielu szpitalach chirurdzy nie są w stanie, zgodnie z medycznymi standardami, nastawić postrzałowych złamań ani rozpocząć właściwego leczenia. To z powodu braku drutów Kirschnera” – wspominał Killian. Z upływem miesięcy wojny armia niemiecka stopniowo przechodziła modernizację, a na front zaczęły docierać lepiej wyposażone jednostki. Obok Niemców walczyły oddziały węgierskie, rumuńskie i włoskie, a także ochotnicy z innych krajów europejskich – Holandii, Danii, Francji czy Norwegii.

Jedną z najbardziej interesujących formacji była 250. Dywizja Hiszpańska, popularnie zwana Błękitną Dywizją. Przez jej szeregi przewinęło się około 45 tysięcy żołnierzy. Killian tak charakteryzował Hiszpanów: „Błękitna Dywizja składa się z twardych, zaprawionych w bojach weteranów.

Nie walczą karabinami maszynowymi ani zwykłymi karabinami; nie czekają na swoją artylerię. Pozwalają Rosjanom podejść bliżej, rzucają granaty w atakujące tłumy, a potem wybiegają z okopów z nożami i maczetami, dźgając Rosjan lub podrzynając im gardła”. Relacja niemieckiego chirurga jest jednak zbyt fragmentaryczna, by na jej podstawie zrekonstruować pełny i obiektywny obraz Błękitnej Dywizji. Hiszpanie pozostawili jednak pozytywne wspomnienia u Polaków, których spotykali na Suwalszczyźnie, Wileńszczyźnie i Grodzieńszczyźnie.

Według polskich relacji żołnierze dywizji uważani byli za kulturalnych, zdyscyplinowanych i głęboko religijnych – wspólnie uczestniczyli w nabożeństwach katolickich. Szlak bojowy Hiszpanów prowadził przez północne tereny Związku Radzieckiego. Żołnierze Błękitnej Dywizji brali udział między innymi w oblężeniu Leningradu, gdzie toczyli regularne walki z Armią Czerwoną. Straty wyniosły około pięciu tysięcy zabitych i rannych, czyli ponad 10 procent wszystkich żołnierzy, którzy przeszli przez szeregi dywizji.

Jesienią 1943 roku Hiszpania, pod naciskiem międzynarodowym, ogłosiła pełną neutralność i rozpoczęła wycofywanie żołnierzy z frontu. Część z nich zdecydowała się jednak pozostać w niemieckiej służbie i kontynuować walkę w ramach tzw. Błękitnego Legionu. Największą plagą blitzkriegu okazał się jednak brak odpowiednich dróg – najpierw zastąpionych błotem, a później dotkliwym mrozem, który był wyniszczający dla nieodpowiednio wyposażonej armii.

Killian opisywał dramat żołnierzy niemieckich: „Nie mają na sobie niczego poza znoszonymi letnimi ubraniami. Najwyraźniej nasza mądra komenda uważała wojnę z Rosją za spacer, który zakończy się najpóźniej jesienią. Panowie generałowie nie wzięli pod uwagę kampanii zimowej i nie wyposażyli naszych armii na rosyjską zimę”. W latach 1941–1942 odnotowano około 12,5 tysiąca przypadków odmrożeń różnego stopnia wśród żołnierzy niemieckich.

Sowieci dysponowali wówczas coraz częściej odpowiednio ciepłymi mundurami, dodatkowo w jasnych kolorach, co utrudniało ich wykrycie w zaspach śnieżnych. Zanim podobne wyposażenie dotarło do Wehrmachtu, niemieckie czołgi malowano kredą, a żołnierze owijali się prześcieradłami. Okaleczenia głęboko poruszały niemieckiego chirurga. Paradoksalnie, z upływem tygodni wojny nie przyzwyczajał się do cierpienia młodych żołnierzy – przeciwnie, narastał w nim gniew: „Głęboki wstręt mną zawładnął.

Nagle czuję nienawiść do mojego zawodu; nienawidzę go z całego serca. Po co – pytam się siebie gorzko – wszystkie zdrowe kończyny zostają roztrzaskane, a młodzi ludzie zamieniani w kaleki? ”

Na kartach pamiętnika Killiana pojawia się również wątek, który przyciągnie uwagę polskiego czytelnika – odkrycie masowych grobów polskich oficerów. To wstrząsające odkrycie doprowadziło wówczas do zerwania stosunków polsko-sowieckich i stało się paliwem dla niemieckiej propagandy.

Warto jednak zauważyć, że niemieccy lekarze przeprowadzili profesjonalną ekshumację i pozwolili w niej uczestniczyć Polakom. Ciała zamordowanych oficerów zostały dokładnie zbadane, co umożliwiło poinformowanie rodzin o losie zaginionych bliskich. Killian był głęboko wstrząśnięty skalą zbrodni popełnionej przez Sowietów. Pod koniec października odbył rozmowę z pułkownikiem Rasiną z inspekcji sanitarnej: „Na stole leży przygotowana, wybielona czaszka mężczyzny.

W potylicy widać otwór. Obok, na kolorowej wstędze, ciężki złoty order. To z masowego grobu dziesięciu tysięcy polskich oficerów. Pod Katyniem – tam ją ekshumowano.

Iwan zabił ich wszystkich strzałami w tył głowy”. Przypomnijmy, że w wyniku tej zbrodni – dokonanej nie tylko w Katyniu, ale także w Charkowie, Miednoje, Bykowni i Kuropatach – Sowieci zamordowali około 21 800 polskich oficerów, lekarzy, naukowców i policjantów. Nie był to wypadek, ale świadomie zaplanowana eksterminacja polskiej inteligencji. Wspomnienia Hansa Killiana to doskonała pozycja dla wszystkich, którzy chcą poznać historię drugiej wojny światowej z bardziej antropologicznej i społecznej perspektywy.

Nie znajdziemy tu opisów najważniejszych bitew ani informacji dotyczących terroru przeprowadzanego przez niemieckie formacje wojskowe i policyjne. Dla kogoś, kto po raz pierwszy spotyka się z historią frontu wschodniego, książka Killiana może przedstawiać mocno uproszczony obraz niemieckiej agresji. Autor z umiarem krytykuje niemiecką armię, nie kwestionując przy tym zasadności samej kampanii przeciwko Rosji. W prywatnych rozmowach podkreślał jednak, że Führer i jego najbliższe otoczenie popełnili błąd, rozpoczynając wojnę na dwóch frontach.

Książka ma także charakter specjalistyczny – na blisko 400 stronach szczegółowo poznajemy wojenne rzemiosło niemieckiego chirurga, który opisuje różne operacje: od prostych zabiegów, przez liczne amputacje, po walkę ze skutkami tyfusu wśród żołnierzy. Wspomnienia Killiana, wydane przez Wydawnictwo Znak Horyzont, z pewnością warto polecić wszystkim zainteresowanym historią.