2 lutego 1943 roku kapitulacja 6. Armii pod Stalingradem wstrząsnęła III Rzeszą. Józef Goebbels zanotował wówczas w dzienniku przygnębienie po wieści, że feldmarszałek Friedrich Paulus i jego generałowie trafili do bolszewickiej niewoli. Dla nazistowskiej propagandy była to katastrofa tym większa, że Sowieci natychmiast oświadczyli, iż winą za całą klęskę obarczają upór Adolfa Hitlera.

Dla Związku Radzieckiego bitwa stalingradzka była zwycięstwem, którego klejnotami stało się 24 pojmanych niemieckich generałów. Najcenniejszym z nich był sam Paulus. Sowieci chętnie eksponowali go na zdjęciach i w kronikach filmowych, a radzieccy oficerowie i żołnierze odwiedzali miejsce jego przetrzymywania, pragnąc zobaczyć pojmanego marszałka niczym rzadki okaz. Co ciekawe, Sowieci uważali Paulusa za niedość niemieckiego i notorycznie nazywali go Friedrichem von Paulusem, mimo że nie był on szlachcicem.
Ta błędna forma przetrwała do dziś. Początkowo Paulus trzymał fason. Na konferencji prasowej odmawiał odpowiedzi na pytania i siedział zniesmaczony. Nie chciał, by jego kapitulacja została odebrana w Niemczech jako nowy cios w plecy.
Odmówił też wydania rozkazu kapitulacji dla korpusu generała Streckera, prosząc jedynie o dobre traktowanie jego żołnierzy w niewoli. Uważa się, że duży wpływ na jego postawę miał szef sztabu, generał Artur Schmidt, oficer o twardym charakterze. Niektórzy twierdzili, że to właśnie on faktycznie dowodził kotłem stalingradzkim, a nie chwiejny Paulus. Jeden z sowieckich oficerów podsłuchał rozmowę, w której Paulus szepnął bezradnie: „Co mam robić?
”. Schmidt odparł: „Pamiętaj, że jesteś generałem i marszałkiem niemieckiej armii”. W Rzeszy zapanowała grobowa atmosfera. 3 lutego nadano komunikat radiowy pełen heroicznego ceremoniału.
Zamknięto teatry, kina i lokale rozrywkowe, a z anten zniknęły audycje rozrywkowe. Naród miał pogrążyć się w żałobie. Hitler z niedowierzaniem mówił o kapitulacji Paulusa. Twierdził, że ten człowiek powinien się zastrzelić, tak jak dawni wodzowie rzucali się na miecz, gdy sprawa była przegrana.
„Dlatego mnie to tak boli, że bohaterstwo tak wielu żołnierzy zostało przekreślone przez jednego mięczaka bez charakteru” – miał mówić w gronie najwyższych dowódców. Frustracja Hitlera wynikała również z gniewu na samego siebie. To on wyniósł Paulusa na piedestał. Cenił go za pracę sztabową i zdolności organizacyjne.
Paulus uczestniczył w planowaniu operacji Barbarossa. Przypominał raczej naukowca niż żołnierza, z kubkiem kawy i papierosem ślęczącego nad mapami. Hitler dociekał, czy istnieje szansa cofnięcia Paulusowi awansu, ale okazało się to niemożliwe, gdyż promocję opublikowano już w prasie. W rozmowie z generałem Kurtem Zeitzlerem zadeklarował, że podczas tej wojny nie mianuje już ani jednego feldmarszałka.
28 lutego 1943 roku Sowieci przewieźli Paulusa i innych generałów do obozu jenieckiego nr 27 pod Moskwą. Paulusowi oddano do dyspozycji cały przedział salonki. Później przeniesiono go do obozu nr 160. Od początku domagał się specjalnego traktowania: tytułowania go marszałkiem, większych porcji jedzenia, naprawy munduru i możliwości korespondencji z rodziną.
Przez długi czas opierał się jednak współpracy z Sowietami. Pamiętał wydarzenia z 1918 roku, gdy komuniści zmusili kajzera do abdykacji. Nie zamierzał brać udziału w czymś podobnym. Wierzył, że Hitler nie zostawi go za drutami obozu i wymieni na cennego sowieckiego więźnia, na przykład syna Stalina, Jakowa.
Sowiecki dyktator odparł jednak zimno, że nie wymienia się porucznika na feldmarszałka. Co ciekawe, Paulus wierzył, że Hitler mu wybaczy poddanie się Sowietom. W wąskim gronie generałów nadal przyznawał się do führera i pozdrawiał towarzyszy cichym „Heil Hitler”. Porównania jego armii do 300 Spartan skomentował z goryczą: „Rolę króla Leonidasa powierzono mnie, ale reżyser się przeliczył.
Zamiast Termopil mieliśmy Kanny, a to już jest inny dramat”. Dla Sowietów Paulus był cenny, więc godzili się na jego kaprysy. Zorganizowali mu nawet marszałkowskie naramienniki za pośrednictwem ambasady w Ankarze. Pragnęli jednak znacznie więcej: publicznego potępienia Hitlera i opowiedzenia się po ich stronie.
Ponieważ marszałek był oporny i uważał współpracę z Sowietami za zdradę ojczyzny, NKWD zaczęło wciągać go w swoją grę. Najpierw odseparowano od niego generała Schmidta, uznając, że ma zbyt duży wpływ na marszałka. Następnie otoczono go oficerami o prokomunistycznych sympatiach. Organizowano spotkania z komunistami z KPD, w tym z Wilhelmem Pieckiem i Erichem Weinertem.
Dostarczano mu książki Marksa, Engelsa i Lenina. Jednocześnie NKWD sugestywnie przypominało Paulusowi, że może zostać oskarżony o zbrodnie wojenne na sowieckich jeńcach i ludności cywilnej, jakich dopuściła się 6. Armia pod jego dowództwem. Straszono uwięzieniem na Łubiance.
Zachęcano, że jeśli przystąpi do kolaboranckich formacji – Związku Niemieckich Oficerów (BDO) czy Komitetu Narodowego „Wolne Niemcy” (NKFD) – wszystkie winy zostaną mu darowane. Do organizacji tych dołączyło wielu niemieckich oficerów o prokomunistycznych przekonaniach. Namawiali oni marszałka do zmiany stron i wskazywali, że III Rzesza już przegrała. Paulus wciąż uparcie odmawiał.
Maglowanie Paulusa zajęło Sowietom około półtora roku. Dopiero w lipcu 1944 roku zrozumiał, że Niemcom grozi nieuchronna klęska. Pierwszym zapalnikiem było rozgromienie Grupy Armii „Środek” na Białorusi podczas operacji Bagration. Sowieckie obozy zapełnili jeńcy z rozbitych jednostek, w tym wielu generałów.
Rozmowy z nimi skłoniły wielu opornych oficerów do zmiany zdania. Drugim zapalnikiem był zamach na Hitlera w Wilczym Szańcu 20 lipca i masowe represje wśród oficerów niemieckich. Sowieci poinformowali niemieckich generałów o egzekucjach w korpusie oficerskim. Wielu z nich osobiście znało organizatorów spisku i zamordowanych oficerów.
Paulusem wstrząsnęło barbarzyństwo III Rzeszy wobec własnej kadry. Nie wiadomo, na co liczył Paulus. Najwyraźniej sądził, że dzięki swojej szarży będzie mógł stanąć na czele antynazistowskiego, ale nacjonalistycznego rządu niemieckiego i przejąć władzę w Niemczech po wojnie. Być może była to naiwność.
Zaczynał pisać listy do samego Stalina, uważając, że może z nim rozmawiać jak równy z równym. Stalin był oczywiście innego zdania. Paulus zdawał się nie dostrzegać, że igra z systemem równie upiornym jak ten w Niemczech. Przebywając w komfortowych warunkach, nie widział morza zbrodni popełnianych na jego własnych podwładnych.
Gdy zdecydował się przyłączyć do sowieckich organizacji kolaboracyjnych, ogromna większość żołnierzy 6. Armii już nie żyła. Do końca 1943 roku przeżyło zaledwie 27 tysięcy ze 107 tysięcy ocalałych. Nie wiadomo też, jaki wpływ na jego decyzję miała rozłąka z rodziną i śmierć syna Friedricha Juniora, walczącego jako kapitan na froncie włoskim pod Anzio.
Wydaje się, że głównym czynnikiem było upewnienie się, że Niemcy już nie wygrają wojny i że on sam nie zostanie za to ukarany. Dla Sowietów miało to już małe znaczenie. Paulusa potrzebowali rok wcześniej, gdy losy wojny jeszcze się ważyły. Latem 1944 roku był dla nich przysłowiowym kwiatkiem do kożucha.
8 sierpnia 1944 roku Paulus podpisał apel „Do niemieckich oficerów i żołnierzy znajdujących się w niewoli na terenie ZSRR oraz do narodu niemieckiego”. Wzywano w nim do obalenia Hitlera. Apel podkreślał też niemieckie zbrodnie na terenach okupowanych i wzywał do powołania nowych władz, które nawiążą relacje z Sowietami. Kilkanaście dni później nazwisko Paulusa widniało jako pierwsze pod apelem „Do narodu niemieckiego pod bronią”, który skupiał się na przekonaniu Niemców w Rzeszy do obalenia Hitlera.
Niecały miesiąc później Paulus rozpoczął przemówienia w sowieckim radiu. Na wieść o tym Gestapo uwięziło jego żonę, córkę i drugiego syna. Samego Paulusa III Rzesza potępiła jako zdrajcę narodowosocjalistycznej wspólnoty narodowej. Jego apele wśród przeciętnych Niemców pozostawały jednak niezauważone – w totalitarnym państwie trudno było odebrać audycję Radia Moskwa.
11 lutego 1946 roku Paulus pojawił się jako świadek na procesie w Norymberdze. Był to starannie wyreżyserowany spektakl. Paulus oskarżył publicznie Wehrmacht, w tym swoich przełożonych – Wilhelma Keitla i Alfreda Jodla – o rozpętanie wojny napastniczej przeciwko Związkowi Radzieckiemu. Jego zachowanie wywołało oburzenie wśród oskarżonych.
Hermann Göring nazwał go wtedy „świnią”. Paulus zeznawał z pewnością pod przymusem, ale też chcąc przypodobać się Sowietom i ocalić własną skórę. Na korytarzu sądowym pewien Austriak zagadnął go o los żołnierzy 6. Armii.
Paulus zapewnił, że są bezpieczni. W końcu on sam i prawie wszyscy generałowie ze Stalingradu przeżyli niewolę. Sowieccy opiekunowie odmówili mu jednak spotkania z ciężko chorą żoną. Elena zmarła w 1949 roku, nigdy więcej nie ujrzawszy męża.
Po zakończeniu zeznań Paulus wrócił do ZSRR. Stalin traktował go jako osobiste trofeum II wojny światowej i odmawiał wypuszczenia. Choć większość niemieckich jeńców uwolniono do wiosny 1950 roku, Paulus pozostawał w ZSRR. Mieszkał w podmoskiewskiej daczy z ordynansem.
Warunki miał wygodne – odwiedzał moskiewskie teatry i muzea, korzystał z lecznic dla najważniejszych dygnitarzy, jeździł na kuracje na Krym. Był nawet konsultantem sowieckiego filmu o Stalingradzie i instruował aktora, który miał się w niego wcielić. Nie mógł jednak wrócić do Niemiec, choć wysyłał mnóstwo listów do Stalina, w tym kartki z życzeniami na 70. urodziny sowieckiego dyktatora.
Sowieci długo podsycali plotki, jakoby Paulus miał stanąć na czele niemieckiego rządu albo szkolić żołnierzy Wehrmachtu do nowej wojny po stronie Sowietów. Obawiali się tego Amerykanie i władze późniejszych Niemiec Zachodnich. W latach 50. wierzono w pogłoski o armii liczącej 50 tysięcy żołnierzy, złożonej z dywizji nazwanych od niemieckich miast, która lada dzień przybędzie do sowieckiej strefy okupacyjnej.
W rzeczywistości Paulus nigdy nie miał zająć żadnego poważnego stanowiska – był tylko figurą propagandową. Dopiero po śmierci Stalina, we wrześniu 1953 roku, na prośbę Waltera Ulbrichta Paulusa zwolniono z niewoli. Zwrócił się wtedy publicznie do władz sowieckich, dziękując za wspaniałomyślność. Chociaż jego rodzina mieszkała w RFN, on wybrał NRD, gdzie dotarł 26 października 1953 roku.
Wypowiedział wówczas słowa: „Przybyłem do ZSRR jako wróg, a opuszczam go jako przyjaciel”. W NRD Paulus był traktowany jak luksusowy więzień. Otrzymał willę w drezdeńskiej dzielnicy Oberloschwitz, prawo do noszenia broni i kartę łowiecką. Wszyscy w jego otoczeniu, włącznie z pokojówkami, byli agentami Stasi.
Telefon pozostawał na podsłuchu, a listy otwierano i czytano. W ostatnich latach życia zmagał się z depresją i stwardnieniem bocznym zanikowym. Depresję potęgowały anonimowe listy z pogróżkami i pytaniami o żołnierzy 6. Armii.
Zdarzało się, że wściekli sąsiedzi w zrujnowanym Dreźnie wykrzykiwali mu, co o nim sądzą, a adiutant musiał odganiać ich bronią. Niewykluczone, że pod koniec życia Paulus żałował, że nie zginął w Stalingradzie. Były feldmarszałek otrzymał posadę w wojskowym biurze historycznym NRD, gdzie opisywał bitwę stalingradzką w sposób przychylny Sowietom. Protestował przeciwko przystąpieniu RFN do NATO, atakował kanclerza Konrada Adenauera i krytykował rozbudowę Bundeswehry.
Niektórzy weterani zarzucali mu zdradę munduru. Były szef sztabu wojsk lądowych Franz Halder nazwał go zdrajcą ojczyzny. Ostatni jeńcy ze Stalingradu opuścili ZSRR w 1955 roku. Jako jeden z ostatnich wyjechał generał Artur Schmidt, który nigdy nie dał się zwerbować Sowietom.
Friedrich Paulus zmarł 1 lutego 1957 roku, nieco ponad trzy lata po opuszczeniu ZSRR. Na pogrzebie w Dreźnie zjawiły się liczne delegacje władz NRD oraz rodzina z RFN. Pochowano go z wojskowymi honorami. Ciało skremowano 6 lutego, a urnę rodzina wywiozła do Baden-Baden, gdzie prochy Paulusa złożono u boku żony, z którą rozstał się w 1942 roku.
Grób stoi tam do dziś.