15 września 2020 roku w domu pod Łodzią notariusz pyta ciężko chorego Krzysztofa Krawczyka o podstawy do wydziedziczenia. Artysta nagle się ożywia, prostuje i odpowiada, że doskonale wie, czym jest wydziedziczenie, że nie chce wydziedziczać syna i że chce, żeby syn dostał zachowek. Tak wynika z zeznań notariusza Waldemara Jeziorskiego, do których dotarli dziennikarze „Faktu”. Minęło pięć lat od tamtej rozmowy.

Syn Krzysztofa Igor Krawczyk nie dostał nic – ani złotówki z majątku, ani z tantiem, ani z domu, ani z płyty nagranej razem z ojcem. To nie jest jednak prosta opowieść o złej macosze i skrzywdzonym synu, a testament z 2020 roku nie jest przedmiotem sporu. Dokument istnieje, został sporządzony notarialnie i przekazuje całość majątku żonie artysty, Ewie Krawczyk. Wdowa od początku utrzymuje, że również wcześniejszy testament z 2002 roku przyznawał jej cały spadek i że między dokumentami nie zaszła żadna istotna zmiana.
Problem w tym, że starszego testamentu nikt nie potrafi odnaleźć. Syn twierdzi, że zapisano w nim połowę majątku dla niego, ale nie widział dokumentu na oczy. Notariusz oświadczył, że w jego kancelarii taki testament nie był sporządzany. Zbigniew Rabiński, człowiek związany zawodowo z artystą, zeznał z kolei, że widział wcześniejszy dokument i potwierdza wersję syna.
Sedno sprawy leży jednak w zamrożonych pieniądzach. Organizacja ZAiKS nie wypłaca tantiem za piosenki Krawczyka, dopóki nie ma prawomocnie potwierdzonego spadkobiercy. Piosenki artysty, przy których był współautorem muzyki, są regularnie odtwarzane w radiu, na weselach, w reklamach, ale pieniądze od pięciu lat leżą na koncie i czekają na wyrok sądu. W tym konflikcie z niczym została każda ze stron.
Historia ma swój początek znacznie wcześniej niż testamenty. W 1988 roku Krzysztof Krawczyk zasnął za kierownicą fiata 126p, w którym jechał z żoną Ewą i synem Krzysztofem Igorem. Najciężej poszkodowany został syn – doszło u niego do uszkodzenia pnia mózgu i padaczki, która została z nim do dziś. Skutkiem wypadku jest formalne orzeczenie o trwałej niezdolności do pracy, które w polskim prawie spadkowym podnosi zachowek z połowy do dwóch trzecich udziału ustawowego.
Syn artysty mieszka dziś w kilkunastometrowym pokoju w Łodzi i żyje z renty. Ojciec przez lata nie ukrywał, że nie był gotowy do roli ojca, a chłopcem zajmowała się przede wszystkim babka, matka artysty. Relacja między ojcem a synem była trudna i pełna żalu jeszcze przed wypadkiem, a po nim nigdy nie udało się jej w pełni naprawić. Notariusz zeznał przed sądem, że w czasie wizyty we wrześniu 2020 roku artysta był w pełni świadomy, rozumiał, o czym mówi, i sam z siebie poinformował o istnieniu syna.
Mimo że wszystko zostawił żonie, wyraźnie odmówił wydziedziczenia syna i chciał, żeby ten otrzymał zachowek. Do sądu trafiły jednak opinie biegłych, według których w 2020 roku stan zdrowia artysty był bardzo słaby, a same opinie są ze sobą sprzeczne. Sąd musi rozstrzygnąć, czy testament jest ważny, skoro notariusz widział świadomego człowieka, a lekarze na podstawie dokumentacji twierdzą co innego. Nawet pełna wygrana syna może być znacznie mniejsza, niż się wydaje.
Zachowek liczy się od wartości spadku, a syn publicznie mówił, że majątek jest wyprzedawany, a dom w Grotnikach od 2002 roku zapisany jest na Ewę Krawczyk. Co więcej, autorskie prawa majątkowe nie są objęte zachowkiem – tantiemy trafią wyłącznie do spadkobiercy wskazanego w testamencie. Roszczenie o zachowek przedawnia się po pięciu latach od ogłoszenia testamentu, a termin w tej sprawie upływa właśnie w 2026 roku. Sąd Rejonowy w Zgierzu odpowiada, że sprawy spadkowe nie ulegają przedawnieniu, a termin rozprawy zostanie wyznaczony w najbliższym czasie.
Ostatnia rozprawa odbyła się jednak w 2022 roku. Prawnicy zwracają uwagę, że synowi artysty zostało niewiele czasu na złożenie pozwu, a postępowanie o zachowek powinno zostać zawieszone do czasu rozstrzygnięcia sprawy spadkowej. Ewa Krawczyk i wieloletni menedżer Andrzej Kosmala zastrzegli w Urzędzie Patentowym znak towarowy „Krzysztof Krawczyk”. Kosmala tłumaczy, że chodziło o ochronę osobowości i nazwiska artysty przed komercyjnym wykorzystaniem przez osoby trzecie.
Skutkiem ubocznym jest utrata przez syna możliwości zarabiania na występach sygnowanych nazwiskiem ojca. Krzysztof Igor Krawczyk odwoływał się od tej decyzji bezskutecznie. Po śmierci artysty wyszło też na jaw, że trzy wychowywane przez niego córki nigdy nie zostały formalnie adoptowane, bo ich biologiczny ojciec nie zrzekł się praw rodzicielskich. Krawczyk był dla nich ojcem we wszystkim oprócz dokumentów, co oznacza, że nie mają one żadnych roszczeń do spadku.
Prawo spadkowe mierzy pokrewieństwo i dokumenty, a nie uczucia. Materiał dowodowy w sprawie jest w większości przeprowadzony, obie strony deklarowały gotowość do ugody, a mimo to sprawa stoi w miejscu. Przy synu artysty stoją przyjaciele rodziny, a jeden z nich, Marian Lichtman, mówi wprost, że gdyby rzeczywiście chciano sprawę uczciwie zakończyć, można to było zrobić dawno temu.
Testament Krzysztofa Krawczyka nie przegrał z niczyją chciwością – przegrał z zagubionym dokumentem, sprzecznymi opiniami biegłych i czasem, który biegnie, choć wszyscy czekają.