Podczas II wojny światowej pole bitwy stało się przestrzenią niekontrolowanego eksperymentu. Pilna potrzeba przewagi nad wrogiem popchnęła inżynierów i naukowców do projektów, które rzucały wyzwanie nie tylko konwencjom wojskowym, ale często podstawowym prawom fizyki. Powstawały konstrukcje tak nieprawdopodobne, że nawet ich twórcy wątpili w ich przydatność, a mimo to otrzymywały finansowanie i trafiały do testów. Niemcy, napędzane propagandą cudownej broni Wunderwaffe, postawiły na jakość ekstremalnych prototypów zamiast masowej produkcji.

Wielka Brytania tworzyła wyspecjalizowane jednostki, takie jak Special Operations Executive czy Directorate of Miscellaneous Weapons Development, które łączyły szpiegostwo z radykalną innowacją. Stany Zjednoczone i Związek Radziecki, mimo odmiennych doktryn, również angażowały się w poszukiwanie rozwiązań wykraczających poza standardowe uzbrojenie. W tym wyścigu zrodziły się jedne z najbardziej niezwykłych broni w historii. Ich historie pokazują, jak desperacja potrafi przekształcić nawet najbardziej absurdalny pomysł w realny projekt wojskowy.
Jednym z nich był niemiecki Krummlauf, zakrzywiona nasadka na lufę karabinu szturmowego StG 44. Powstał w odpowiedzi na krwawe lekcje walk miejskich na froncie wschodnim, gdzie pierwszy żołnierz skręcający za róg rzadko przeżywał. Inżynierowie z zakładów Kruppa zaprojektowali akcesorium z zakrzywieniem 30, 45, 60, a nawet 90 stopni, które pozwalało strzelać z ukrycia, bez wystawiania się na ostrzał wroga. System wyposażony był w peryskopowy celownik, umożliwiający prowadzenie ognia bez odsłaniania głowy.
Jednak fizyka szybko postawiła granice. Pociski deformowały się podczas przejścia przez zakrzywioną lufę, rozpadając się po około 250 strzałach, a celność drastycznie spadała poza odległością 70 metrów. Mimo to wyprodukowano ponad 1000 sztuk, które trafiły do jednostek walczących w Budapeszcie, Wrocławiu i Królewcu. Po wojnie alianci przeanalizowali zdobyczne egzemplarze.
Amerykanie i Sowieci testowali podobne rozwiązania, ale uznali je za niepraktyczne ze względu na zużycie lufy i utratę precyzji. Choć Krummlauf nie miał bezpośrednich następców, jego idea strzelania bez wystawiania się na ostrzał znalazła kontynuację w nowoczesnych systemach obserwacyjnych i kamerach umożliwiających prowadzenie ognia zza przeszkód. Jeszcze dalej w radykalizmie poszła japońska bomba latająca Yokosuka MXY7 Ohka. Był to załogowy pocisk przeznaczony do misji samobójczych, zaprojektowany tak, aby z maksymalną prędkością uderzyć w cel morski.
Japońska marynarka, tracąc przewagę w powietrzu, stworzyła broń, która całkowicie eliminowała koncepcję powrotu pilota z misji. Ohka była szybowcem z drewna i metalu, przenoszącym 1200 kilogramów materiałów wybuchowych. Po zrzuceniu z bombowca-matki pilot odpalał trzy rakiety na paliwo stałe, które rozpędzały maszynę do ponad 900 kilometrów na godzinę. Ta prędkość czyniła ją praktycznie niemożliwą do przechwycenia w końcowej fazie lotu.
Jednak system miał fundamentalną słabość – bombowiec-matka musiał zbliżyć się na mniej niż 30 kilometrów do celu. Amerykańskie myśliwce skutecznie zestrzeliwały te duże i powolne maszyny, zanim zdążyły uwolnić pocisk. Z ponad 850 wyprodukowanych Ohka w walce użyto tylko 74. Jedno z udanych trafień zatopiło niszczyciel USS Mannert L.
Abele. Mimo ograniczeń Ohka uznawana jest za koncepcyjnego prekursora nowoczesnych pocisków kierowanych. Skupienie wszystkich zasobów na maksymalizacji siły rażenia, bez troski o przetrwanie operatora, wpłynęło na konstrukcję późniejszych rakiet powietrze-ziemia. Największym symbolem ekstremalnej logiki wojskowej był jednak niemiecki Schwerer Gustav – największe działo kolejowe w historii.
Ważące 1350 ton, z lufą o długości ponad 32 metrów i kalibrze 800 milimetrów. Jego pociski ważyły nawet 7100 kilogramów i mogły przebijać żelbetonowe fortyfikacje. Zaprojektowane w latach 30. XX wieku na polecenie Kruppa, działo wymagało do obsługi od 4000 do 5000 żołnierzy.
Budowa specjalnego toru kolejowego zajmowała od trzech do sześciu tygodni. Jedyne operacyjne użycie Gustawa miało miejsce podczas oblężenia Sewastopola w czerwcu 1942 roku, gdzie wystrzelił 58 pocisków, niszcząc m. in. podziemny skład amunicji i fort Stalin.
Jednak praktyczność broni była katastrofalna. Jeden strzał wymagał od 30 do 45 minut przygotowań, a lufę trzeba było wymieniać co 50 strzałów. System był niezwykle podatny na ataki lotnicze, a jego mobilność praktycznie zerowa. W 1945 roku, gdy front zbliżał się do Niemiec, Gustav został zniszczony przez własnych operatorów, aby nie wpadł w ręce wroga.
Jeszcze bardziej kontrowersyjnym pomysłem były radzieckie psy-bomby. Armia Czerwona, borykając się z brakiem skutecznej broni przeciwpancernej, wykorzystała psy szkolone do biegania pod czołgi wroga. Zwierzęta warunkowano, kojarząc pojazdy opancerzone z jedzeniem, a następnie wyposażano w ładunek wybuchowy do 12 kilogramów. Pierwsze użycie bojowe miało miejsce jesienią 1941 roku.
Efekty były jednak mieszane. Wiele psów, tresowanych na radzieckich czołgach, nie odróżniało wroga od własnych pojazdów i wracało do radzieckich okopów, powodując znaczne straty. Największe rozmieszczenie nastąpiło podczas bitwy pod Kurskiem w 1943 roku, gdzie według radzieckich danych uszkodzono lub zniszczono 56 czołgów. Mimo kontrowersji program był rozwijany do końca wojny.
Psy-bomby uznaje się za prymitywną platformę bezpilotowej broni kierowanej, a ich koncepcja przetrwała w doktrynach Układu Warszawskiego także po zakończeniu konfliktu. Amerykanie również nie stronili od eksperymentów. Projekt X-Ray zakładał wykorzystanie nietoperzy do przenoszenia bomb zapalających na japońskie miasta. Pomysł wyszedł od dentysty Lytle Adamsa, który zainspirował się nietoperzami w jaskiniach Carlsbad.
Roosevelt uznał koncepcję za na tyle szaloną, że warto ją przetestować. Opracowano miniaturowe bomby zapalające o wadze 17 gramów, z opóźniaczem 20–30 minut, które miały być przymocowane do nietoperzy wolnogoniastych. W maju 1943 roku przypadkowa ucieczka zwierząt w bazie wojskowej spowodowała niekontrolowane pożary w hangarach, co potwierdziło niszczycielską skuteczność koncepcji. Projekt został anulowany w sierpniu 1944 roku, gdy priorytet otrzymał Projekt Manhattan.
Równie spektakularną porażką okazał się brytyjski Great Panjandrum – napędzane rakietami koło o średnicy trzech metrów, wypełnione 1800 kilogramami materiałów wybuchowych. Testy na plażach Devon pokazały całkowitą niekontrolowalność urządzenia. Rakiety odpalały się asynchronicznie, koło wirowało w przypadkowych kierunkach, a odrywające się rakiety zagrażały obserwatorom. Program anulowano w 1944 roku, nie dopuszczając go do użycia podczas inwazji w Normandii.
Do dziś zagadką pozostaje niemiecki Kugelpanzer – opancerzony pojazd o kulistym kształcie, znaleziony przez wojska radzieckie w Mandżurii w 1945 roku. O długości półtora metra i wysokości 1,2 metra, o pancerzu o grubości zaledwie 5–8 milimetrów, bez systemów uzbrojenia. W piwnicach Muzeum Czołgów w Kubince spoczywa jedyny znany egzemplarz, a jego dokładne przeznaczenie pozostaje nieznane.