Ostatnie chwile Romana Dmowskiego

Ostatnie chwile Romana Dmowskiego

W sierpniu 1934 roku Roman Dmowski, jeden z głównych architektów polskiej niepodległości, zasłabł w Chludowie w Wielkopolsce. Trafił do szpitala, gdzie lekarze zdiagnozowali wylew krwi do mózgu. Choć po dwóch tygodniach opuścił placówkę, jego zdrowie nigdy nie miało już wrócić do dawnej formy. Dmowski pozostał dla wielu symbolem i autorytetem, jednak w latach 30.

Thumbnail

został zepchnięty na boczny tor polityki. Jego obóz Wielkiej Polski został zdelegalizowany w marcu 1933 roku. Sam Dmowski piastował stanowisko rządowe tylko raz – jako minister spraw zagranicznych w rządzie Wincentego Witosa w 1923 roku – a rywalizację z Józefem Piłsudskim przegrał. Jego sytuacja finansowa również pozostawiała wiele do życzenia.

Posiadłość w Chludowie spłacał w ratach, ale w 1933 roku bank zagroził postępowaniem egzekucyjnym. Dmowski, by wyjść z długów, zdecydował się sprzedać dworek. W liście do przyjaciela i współtwórcy Narodowej Demokracji Karola Raczkowskiego opisywał, jak spłacił zaległości wobec służby, robotników, dostawców i podatki, przyznając jednak, że nie zdołał uregulować wszystkich długów wobec przyjaciół. Żył głównie z pisania.

Jego teksty publikowała prasa związana z ruchem narodowym, a Dmowski nadal śledził sytuację międzynarodową, spotykał się z młodzieżą i starał się pozostać aktywny. Po śmierci Piłsudskiego w maju 1935 roku napisał nawet artykuł, w którym nie odebrał zmarłemu autorytetu, ale złośliwie atakował jego uczniów. Tekst ten przysporzył jednak problemów „Gazecie Warszawskiej” – po tej wpadce odebrano jej możliwość kolportażu, a redakcja przestała istnieć. Dmowski konsekwentnie postrzegał hitlerowskie Niemcy jako zagrożenie i nie wierzył w możliwość porozumienia z nazistami.

W 1937 roku, za sprawą Jędrzeja Giertycha, spotkał się z dwoma niemieckimi dziennikarzami. Uzależnił wtedy dobre relacje polsko-niemieckie od oficjalnego uznania przez Hitlera nienaruszalności granic Polski i Czechosłowacji oraz zaprzestania wspierania ruchu ukraińskiego przez Rzeszę. To była praktycznie jego ostatnia aktywność na arenie międzynarodowej. Wychodził z założenia, że Polska nie może wchodzić w konflikty z obydwoma sąsiadami jednocześnie.

Uważał, że łatwiej będzie porozumieć się z Rosją Sowiecką niż z III Rzeszą. Dmowski narażał się też młodym liderom ruchu narodowego. Krytykował bowiem ideę wodzostwa i dystansował się od kultu własnej osoby. W 1934 roku działacze przygotowywali wielkie obchody jego 70.

urodzin w Chludowie, ale Dmowski ostro się temu sprzeciwił. Obawiał się również, że po śmierci zostanie zabalsamowany, dlatego polecił najbliższym przyjaciołom, by do tego nie dopuścili. W latach 30. Dmowski postulował zasady, które nie zawsze szły w parze z tym, co głosił obóz narodowy.

Publicznie twierdził, że działalność państwa wobec jednostki powinna być ograniczona do niezbędnego minimum. Jak pisał jego biograf, profesor Krzysztof Kawalec, Dmowski paradoksalnie przejął zasadę ograniczenia kompetencji państwa do minimum. Wielu młodych działaczy miało mu to za złe, zwłaszcza ci, którzy skłaniali się ku wzorcom z Niemiec czy Włoch. Stan zdrowia Dmowskiego stale się pogarszał.

Od połowy lat 30. z niepokojem patrzył na każdą nadchodzącą jesień i – podobnie jak Piłsudski – niechętnie poddawał się badaniom lekarskim. Latem 1936 roku odpoczywał w Dłutówce, ale jego przyjaciel Władysław Jabłonowski zauważył, że Dmowski nie ma już sił ani na pisanie, ani na spacery, które wcześniej uwielbiał. Wolał godzinami przesiadywać w cieniu drzew.

Dmowski nigdy się nie ożenił i nie doczekał się dzieci. W 1936 roku pochował ostatnią osobę z najbliższej rodziny – brata Wacława. Pod koniec życia zbliżył się do katolicyzmu, ale na msze uczęszczał raczej okazjonalnie. W drugiej połowie 1937 roku po raz ostatni wziął udział w posiedzeniu Komitetu Głównego Stronnictwa Narodowego.

Jędrzej Giertych wspominał, że gdy Dmowski zabierał głos w dyskusji, na sali robiło się cicho jak makiem zasiał. Jego zdanie było zazwyczaj rozstrzygające. Stan zdrowia Dmowskiego pogorszył się, gdy doznał kolejnego, choć lekkiego, wylewu. Od lutego 1938 roku zamieszkał w posiadłości w Drozdowie pod Łomżą u zaprzyjaźnionej rodziny Niklewiczów i coraz rzadziej wstawał z łóżka.

W marcu odwiedził go prezes Stronnictwa Narodowego, prosząc o poparcie manifestacji przeciwko Litwie. Dmowski miał go udzielić, ale był w tak złym stanie, że być może nie zdawał sobie sprawy, o co dokładnie chodzi. Maria Niklewiczowa, która opiekowała się nim w ostatnich miesiącach, wspominała później, że jego życie było wtedy wegetacją. Serce w każdej chwili mogło przestać bić, a skleroza sprawiała, że jego umysł bywał zaćmiony.

Czasami wracał myślą do dawnych lat i zapominał, że matka i bracia już nie żyją. Krótko po Bożym Narodzeniu Dmowski doznał kolejnego wylewu oraz zapalenia płuc. Zmarł 2 stycznia 1939 roku, krótko po północy, w Drozdowie. O jego śmierci informowała głównie prasa opozycyjna sympatyzująca z obozem narodowym.

Prasa rządowa ograniczyła się do krótkich nagłówków. Prymas August Hlond odmówił pochowania Dmowskiego w katedrze poznańskiej. Nie wiadomo, czy chodziło o obawę przed narażeniem się władzom sanacji, czy o niechęć do wykorzystywania katedry do celów politycznych. Dmowskiemu odmówiono też państwowych uroczystości pogrzebowych.

Pogrzeb odbył się 7 stycznia i stał się ostatnią wielką manifestacją środowisk narodowych w Polsce. Wzięło w nim udział blisko 100 tysięcy osób, ale żaden przedstawiciel władz nie pojawił się na uroczystości. Dmowski został pochowany na cmentarzu Bródnowskim w Warszawie. Roman Dmowski odszedł na kilka miesięcy przed wybuchem wojny.

Podobnie jak jego wielki rywal Józef Piłsudski, nie doczekał momentu, w którym rozsypało się państwo, które wspólnie budowali.